FORTYFIKACJE.NET
Niezależne Forum i Portal miłośników Fortyfikacji i Wojska Polskiego

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Kryteria oceny obiektów
Autor Wiadomość
cywil 
sierżant


Dołączył: 18 Lis 2006
Posty: 35
Wysłany: 2009-05-21, 01:44   

 
Samoobrona ogólnie


Obrona kompanii piechoty

Aby jakoś ocenić możliwości obronne fortyfikacji, należałoby je z czymś porównać. Dla koncepcji obrony liniowej, zakładającej ciągłą zaporę ogniową ckm, odpowiednikiem schronu/modułu obronnego jest polowy punkt oporu kompanii piechoty. Schron co prawda wygląda potężniej, ale to nie beton się broni, skuteczność obrony zależy od siły ognia. Broń w porządnym schronie jest bezpieczniejsza, z kolei stanowiska polowe mają lepsze warunki obserwacji. Ale przyjmując że te i inne wady obu rozwiązań się znoszą, można porównać ich zdolność do samoobrony na podstawie samej siły ognia.

Wzmocniona kompania piechoty uzbrojona jest przeciętnie w 3 ckm, 9 rkm i ponad 100 kb. Gdyby założyć praktyczną szybkostrzelność 1 szt. tych broni na odpowiednio 300, 100 i 10 strz/min, to siła ognia wszystkich ckm, rkm i kb w kompanii wyniosłaby razem, w grubym przybliżeniu, 900 + 900 + 1000 strz/min, czyli prawie po tyle samo dla każdego rodzaju broni.

Typowy polski schron był uzbrojony w 3 ckm, 1 rkm oraz 1 kb, ten ostatni w strzelnicy o wąskim sektorze ognia. To dawało ok. 1/3 siły ognia kompanii piechoty, przy znacznie większych ograniczeniach co do sektorów ostrzału. A zadania taktyczne takich pojedynczo stawianych schronów, jak i polowych punktów oporu, były takie same. Stąd nie powinna dziwić względna łatwość z jaką przeciwnicy, o ile byli przygotowani, pokonywali nasze i inne podobne umocnienia. Toteż tylko budowanie zwartych modułów obronnych, złożonych z kilku schronów, mogło wyrównać szanse samoobrony fortyfikacji w stosunku do obrony polowej.


Użycie km i działek

Schrony piechoty, oprócz km, dość szybko zaczęły być uzbrajane w płaskotorowe bronie większego kalibru, nie tylko przeciwpancerne, ale i przeciwpiechotne. Znany jest w tej roli francuski granatnik 50 mm, potem we Francji i w Polsce skonstruowano jeszcze lepiej nadające się do tych zastosowań armaty 20-25 mm. Brak było takiej tendencji w Niemczech, gdzie chyba przeceniano stromotorowe granatniki M19.

Aby zrozumieć potrzebę posiadania takiej broni, wyobraźmy sobie sytuację niedoszłego lub dopiero co odpartego ataku na schron, gdy przeciwnicy nie wycofali się zupełnie, ale zalegli stosunkowo blisko, kryjąc się w naturalnych nierównościach terenu i lejach. Taka sytuacja jest dla obrońców bardzo niebezpieczna, bo oznacza możliwość szturmu w każdej chwili, przy każdej okazji do zaskoczenia. Toteż obrońcy powinni użyć wszelkich sposobów aby osłabić determinację przeciwników i skłonić ich w końcu do odwrotu.

Jednak broń maszynowa niewiele może zdziałać wobec ukrytych żołnierzy, potrzebne są pociski wybuchowe, czyli większych kalibrów. Najlepsza byłaby artyleria forteczna, ale tej nigdy nie jest dosyć - zresztą, nie ma jak zdolność do samo-obrony, zamiast konieczności liczenia na innych - dlatego na stanowiskach km pojawiły się te alternatywne bronie. Mając teraz np. małokalibrową armatę w kopule pancernej, można było nie tyle łatwo wybić, co poranić i w rezultacie zdemoralizować przeciwników.

Ale w tej sytuacji nieprzyjaciel mógł zdecydować się na szturm, dopóki miał jeszcze siły. Wtedy obrońcy powinni zamienić z powrotem armatę na km - tyle że raczej nie starczyłoby na to czasu. Wniosek z tego taki, że schron powinien mieć jeszcze jedną kopułę, w której dyżurował by km w tym samym sektorze co armata. To wszystko mogłoby wystarczyć na odparcie jednej grupy szturmowej, tymczasem Niemcy w 1940 r. potrafili organizować jednoczesny atak trzech, a pewnie i więcej by się dało. To kolejny dowód, że pojedynczy schron nie obroni się.

Z powyższego wynika, że optymalną w tym zastosowaniu bronią nie był gładkolufowy granatnik, ale gwintowana armata, ponieważ ogień płaskotorowy był sensowny, jeżeli był celny. Wspomniany francuski granatnik 50 mm chyba był gładkolufowy, o czym pośrednio może świadczyć późniejsza tendencja do wycofywania tej broni, nie pasującej już do nowszych typów kopuł.

W Polsce przed wojną zalegały w magazynach stare francuskie działka 37 mm. Nie wiedziano co z nimi począć, bo do roli przeciwpancernych praktycznie nie nadawały się. Toteż było dużym niedopatrzeniem niewykorzystanie ich w fortyfikacjach, jako przeciwpiechotnych, do czego były wystarczająco dobre. Przynajmniej przejściowo, do czasu upowszechnienia się nowych, zdecydowanie bardziej uniwersalnych 20 mm.


Kopuły czy wieże

Kontrowersyjną w okresie międzywojennym była sprawa umieszczenia km do ognia okrężnego - w wielostrzelnicowych kopułach, czy w obrotowych wieżach. Kopuła jest konstrukcją bardzo prostą, wieża zaś złożoną i dlatego podatną na awarie, a przy tym jest droższa. A mimo to niektóre państwa, na czele z Francją, zdecydowały się na to rozwiązanie.

Normalnie łatwość naprowadzania broni w strzelnicy kopuły jest bardzo dobra, nawet nieco lepsza niż w wieży. Zasadnicza różnica pojawia się wtedy, gdy trzeba zmienić sektor ognia. Dla wieży jest to zwykły obrót, natomiast w kopule trzeba przestawiać samą broń wraz z jej zasilaniem w amunicję i wodę chłodzącą - jeżeli jest to klasyczny ckm - oraz z lokalną wentylacją, jak też zamykać i otwierać strzelnice. Wszystko to trwa znacząco dłużej niż w przypadku wieży. A jeżeli przeciwnik atakuje na granicy sektorów ognia kopuły i należałoby co chwilę zmieniać strzelnice, to robi się dramat.

Przewaga wieży nad kopułą staje się jeszcze bardziej widoczna, gdy trzeba stosować naprzemiennie dwie bronie, km i działko lub granatnik. W przypadku kopuły wymiana broni wymusza przerwanie ognia. W wieży natomiast obie bronie, mając osobne strzelnice, są stale na lawetach, cały czas gotowe do akcji.

We Francji rozmieszczenie wież ckm potraktowano dość prosto - każda GW otrzymała co najmniej jedną. Trudno coś z tego wywnioskować, a nawet można podejrzewać jakieś "ideologiczne" ich stosowanie, zamiast według rzeczywistych potrzeb. Stąd ciekawszy jest przypadek czeski, gdzie (wg Kaufmanna) na 15 GW tylko 5 miało otrzymać wieże ckm*. To byłoby oszczędnym, racjonalnym ich użyciem - przypuszczam że tam gdzie teren stwarzał bliskie podstawy wyjściowe do ataku, lub wygięcie frontu umożliwiało atak z wielu kierunków.

*Wieże ckm miały też otrzymać niektóre ciężkie obiekty międzypola, ale nie znam ich liczby. Byłyby to skromniejsze odpowiedniki francuskich małych GW.


Moździerze

Jedną z najdziwniejszych konstrukcji w międzywojennej fortyfikacji były francuskie moździerze wieżowe 81 mm. W tym przypadku chyba najbardziej widoczna jest jakaś nieracjonalna "ideologiczność" stosowania wież wysuwanych - do wszystkiego. W rezultacie broń ta, o stałym kącie podniesienia luf, miała znaczną martwą strefę ognia wokół stanowiska. A wobec niedopracowania fortecznych moździerzy 60 mm, francuskie GW były zupełnie pozbawione możliwości samoobrony ogniem stromotorowym.

Bez porównania lepsze miało być rozwiązanie czeskie. Ładowane odtylcowo i o gwintowanych lufach, moździerze te miały klasyczną regulację donośności - poprzez zmianę kąta podniesienia luf. Przypuszczalnie, bo zależnie od maksymalnego kąta, pozwoliłoby to na ostrzał powierzchni własnej GW, a co najmniej radykalnie zmniejszyłoby martwą strefę. Przy czym osadzenie broni pod kopułą pogrążoną, której tylko górna część, ze strzelnicami, była obrotowa, było z pewnością tańsze od wieży.

Kolejny problem to wybór kalibru moździerzy. Francuzi zdecydowali się na 81 mm. Była to broń lekka, mogąca uzupełniać ogień broni maszynowej, a więc przyczyniająca się do zatrzymania ruchu przeciwnika. Nie mogła natomiast tego przeciwnika - gdy już zaległ - zniszczyć lub chociaż zmusić do odwrotu, ze względu na zbyt słabe działanie podmuchu pocisków.

Czesi wybrali kaliber 120 mm i ta broń, użyta przeciwko atakującej piechocie, mogła to wszystko czego nie mogła francuska. Stąd jej zastosowanie taktyczne było znacznie szersze - uzupełniała bowiem nie tylko ogień km, ale i artylerii. Dzięki tym moździerzom czeskie GW mogły być teoretycznie samowystarczalne w samoobronie, ostrzeliwując bardzo skutecznym ogniem w razie potrzeby swój własny teren. Teoretycznie - bo broń ta była jakościowo, ale nie koniecznie ilościowo wystarczająca.

Na tym tle polska koncepcja użycia moździerzy na stanowiskach polowych wygląda wręcz żałośnie. W decydującym momencie walk na Polesiu, gdy nasze poszczególne schrony były otoczone przez sowieckie grupy szturmowe, te moździerze po prostu nie mogłyby być w ten sposób użyte - nawet gdyby tam rzeczywiście były.
 
 
     
safnat 
starszy sierżant


Kraj:
Poland

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 05 Kwi 2007
Posty: 64
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2009-05-22, 22:12   

cywil napisał/a:

odpowiednikiem schronu/modułu obronnego jest polowy punkt oporu kompanii piechoty.


cywil napisał/a:

A zadania taktyczne takich pojedynczo stawianych schronów, jak i polowych punktów oporu, były takie same.


Jakie jest źródło tej informacji?
_________________
http://www.tajemnicze-fortyfikacje.prv.pl
 
     
cywil 
sierżant


Dołączył: 18 Lis 2006
Posty: 35
Wysłany: 2009-05-31, 00:28   

 
safnat napisał/a:
Jakie jest źródło tej informacji?

Po prostu obserwacja analogii pomiędzy fortyfikacją stałą i polową. Jeżeli podstawowe zadanie obu - obrona - jest takie samo, jeżeli taka sama jest podstawowa broń obu - ckm*, to muszą one mieć ze sobą wiele wspólnego.

*Dotyczy to nowomodnej, międzywojennej fortyfikacji stałej. Wcześniej główną jej bronią była artyleria.

Przykładowe dane do samodzielnych porównań są na tej stronie (biblioteczka na samym dole): http://kaczorek.easyisp.pl/pisz/fort/spis.htm
 
 
     
cywil 
sierżant


Dołączył: 18 Lis 2006
Posty: 35
Wysłany: 2009-07-13, 07:09   

 
Francuska szkoła obrony przed piechotą


Zajmę się tutaj obroną ciężkiej fortyfikacji przed czołowym atakiem piechoty, na przykładzie francuskich i pochodnych od nich czeskich realizacji.

Grupy warowne

Na początek tymi przykładami będą GW Schoenenbourg i GW Húrka, opisane odpowiednio w Fortecy nr 13 i 14 oraz 4.

Obiekty bojowe GW typu francuskiego rozmieszczane były typowo w 2-3 rzutach. Pierwszy rzut, sytuowany na stoku, to bloki bojowe piechoty, prowadzące ogień maszynowy czołowy i na międzypola, oraz przeciwpancerny tylko na międzypola (z pewnym wyjątkiem u Czechów). Drugi rzut to wieżowe bloki artyleryjskie, sytuowane zwykle w rejonie szczytu wzniesienia. Typowe obiekty trzeciego rzutu to tradytory artyleryjskie, ukrywane na przeciwstoku.

Biorąc pod uwagę tylko pierwszy rzut, uzbrojenie przeciwpiechotne do ognia czołowego obu GW okazuje się takie samo. Jest to jedna wieża uzbrojona w 2 ckm oraz 4 kopuły klasy GFM, rozmieszczone u Francuzów w 3 blokach bojowych, u Czechów zaś tylko w 2, ale znacznie większych.

Czy powinno się doliczyć do tego drugi rzut? U Czechów jedyny blok wieżowy artylerii nie miał kopuł, natomist u Francuzów każdy miał 1 GFM. Myślę jednak że służyły one przede wszystkim do bliskiej obserwacji, czyli kierowania ogniem broni głównej bloku, oraz do samoobrony obiektów w razie konieczności. Zatem można ich nie uwzględniać, tak samo jak trzeciego rzutu, którego GW Schoenenbourg nie miała, zaś czeski tradytor był schowany za wzgórzem.

Czy te 6 km to wystarczająca siła ognia, aby się obronić? Przykładowo, dwa plutony pierwszego rzutu broniącej się kompanii piechoty mają podobną ilość broni maszynowej. Ale mają też znaczną liczbę kb, czego odpowiednika nie ma fortyfikacja. Tu jednak trzeba uwzględnić większą skuteczność broni fortecznej, wynikającą stąd że nie obezwładnia jej ogień nacierających. W sumie więc odpowiedź jest pozytywna.

Jakie są dokładnie możliwości takiej obrony, czyli jakie mogą być jej zadania? Możliwości te sprowadzają się do zatrzymania natarcia, to znaczy do zmuszenia atakujących by padli na ziemię. Dalej mogą oni poruszać się skokami, a po zmniejszeniu dystansu już tylko czołgając się. W ten sposób atakujący dają obrońcom sporo czasu, co w warunkach walki o GW kończy się wejściem do akcji artylerii fortecznej.

Problemem takiej fortyfikacji jest to, że absolutnie nie wystarczy samo zatrzymanie biegu przeciwnika. Bo jego usadowienie się w terenie, a następnie nawet najbardziej powolne posuwanie się naprzód, może skończyć się tak jak w GW La Ferté. Toteż atakujących trzeba wyrzucić z bliskiego przedpola, do czego konieczna jest artyleria.

Tradytory międzypola

Oceńmy teraz możliwości obrony, w takich samych warunkach, typowego tradytora międzypola, który tak u Francuzów jak i Czechów miał 2 kopuły klasy GFM. Oznacza to, że jego siła ognia w obronie czołowej stanowi tylko 1/3 możliwości GW. Można więc uznać taki obiekt za niezdolny do samodzielnego zatrzymania czołowego natarcia.

Ponieważ wsparcie jakie daje ogień flankowy sąsiadów jest słabe i zawodne, więc szansą utrzymania się takiej obrony jest wsparcie artylerii, fortecznej lub polowej. Przy czym zależność od jej ognia jest zupełnie innego rzędu niż w przypadku GW. Tamte mogą samodzielnie zatrzymać atak i potrzebują artylerii tylko do odrzucenia przeciwnika, co daje tej artylerii pewien zapas czasu, przekładający się na swobodę wyboru kolejności zadań. Natomiast wsparcie tradytora musi być równoczesne z atakiem, bo inaczej obrona padnie. A ponieważ wszelkiej artylerii będzie za mało, aby jednocześnie wspierać wszystkie takie obiekty, więc w razie ataku na szerokim froncie sprawa źle wygląda.

Można by temu zaradzić, budując tradytory o wystarczającej sile ognia. Czyli mające wieżę i 4 kopuły, względnie 6 kopuł, w tym część ckm. Wychodzą z tego tzw. monolityczne GW, obiekty wielkie i odpowiednio kosztowne. A ponieważ taka zabudowa międzypól mogłaby okazać się droższa od samych GW, dlatego możliwe iż twórcy tego systemu świadomie przyjęli to marne, ale tańsze rozwiązanie.

Obrona od tyłu

Międzywojenna fortyfikacja, mająca postać linii, z samej natury była przeznaczona do obrony tylko czołowej. Niemniej widzimy liczne przystosowania do obrony również od tyłu, tak pojedynczych obiektów, jak i GW. Bo ogólne założenie obrony nie musi potwierdzać się na poziomie lokalnym, zwłaszcza w systemie punktowym, czyli moduł plus międzypole. Międzypola będą bowiem zawsze przenikalne dla przeciwnika, zwłaszcza w nocy i przy zadymieniu, umożliwiając mu zabranie przynajmniej lekkiego sprzętu (km, kb ppanc, radiostacje) oraz ładunków wybuchowych.

Atak od tyłu to zazwyczaj atak na wejście i jego system obrony. Z tego punktu widzenia blok wejściowy GW, broniony przez 2 kopuły i 2 strzelnice w ścianach, miał efektywną siłę ognia tylko trochę większą niż tradytor międzypola od czoła, czyli jednak za małą. Zasadniczą różnicę czyniła możliwość wsparcia przez artylerię wieżową własnej GW, z małej jak na tę broń odległości, co razem powinno wystarczyć do skutecznej obrony.

W przypadku tradytorów międzypola, ich obrona od tyłu oparta o strzelnice w ścianach często miała luki w obronie podejść, a niższe położenie tych strzelnic w porównaniu do kopuł ułatwiało atakującym podczołganie się. Toteż tradytory starego typu, budowane obok małych GW jako wzmocnienie kluczowych punktów obrony międzypola, miały długie rowy diamentowe, obejmujące wejście. Później, w ramach pełnej zabudowy międzypól, uznano atak od tyłu za mniej groźny i rowy diamentowe ograniczono do ochrony bocznych strzelnic. Moim zdaniem było to podejście zbyt optymistyczne, czyniące te tradytory tym bardziej słabym elementem obrony.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Fortyfikacje II Rzeczypospolitej 1918-1939