FORTYFIKACJE.NET
Niezależne Forum i Portal miłośników Fortyfikacji i Wojska Polskiego

Fortyfikacja - Artyleria forteczna

cywil - 2009-03-06, 23:42
Temat postu: Artyleria forteczna
 
Artyleria forteczna
okres międzywojenny


Artyleria forteczna była czymś szczególnym na tle artylerii polowej, bynajmniej nie tylko ze względu na sposób osadzania dział. Tutaj zajmę się przede wszystkim dwoma specyficznymi* dla fortyfikacji rodzajami pocisków - szrapnelem i granatem na rozprysk** - oraz warunkami ich użycia.

*Specyficznymi w stosunku do artylerii polowej. Granaty na rozprysk były typową amunicją średniej i ciężkiej artylerii plot.
**Terminologia przedwojenna.



Szrapnel to pocisk z zapalnikiem czasowym, który po zadziałaniu jeszcze w czasie lotu wyrzucał do przodu ze skorupy pocisku metalowe kulki. Ze względu na zarazem postępowy i wirowy ruch pocisku, rozlatywały się one w formie stożka, którego wierzchołek był w miejscu wybuchu. Jeżeli szrapnel nie wybuchł i uderzył w ziemię, jego skuteczność była bliska zeru.

Granat na rozprysk (w przeciwieństwie do granatu na udar, czyli uderzeniowego) to pocisk z zapalnikiem czasowym i z reguły również uderzeniowym, który poza tym miał budowę taką jak zwykły granat. Po wybuchu w powietrzu rozrzucał on odłamki przede wszystkim w płaszczyźnie poprzecznej do kierunku lotu. Jeżeli uderzył w ziemię, jego skuteczność była taka jak zwykłego granatu.


Te dwa rodzaje pocisków miały, jak widać, bardzo różne cechy i dlatego szanująca się fortyfikacja potrzebowała ich obu.

Szrapnel największą skuteczność osiągał w ogniu wzdłuż formacji piechoty przeciwnika, gdy kulki leciały płasko nad ziemią, obejmując duży obszar terenu. Strzelanie torem stromym było znacznie mniej skuteczne. Zatem szrapnele nadawały się przede wszystkim do ognia flankowego na międzypola fortyfikacji. Najlepiej prowadzonego z długolufowych armat, bo na im większy zasięg tor pocisku jest płaski, tym większy może być odstęp obiektów fortecznych.

Granat na rozprysk najlepiej nadawał się do ognia w poprzek formacji przeciwnika, czyli do ognia czołowego. Bo rozlatując się w poprzek toru pocisku, odłamki leciały wtedy wzdłuż tej formacji. Ale wymagało to znacznie bardziej dokładnego niż dla szrapnela wyboru punktu wybuchu. To nie zawsze było możliwe i wtedy lepiej było użyć zwykłych granatów. Granatami na rozprysk najlepiej strzelać z krótkolufowych armat, bo zmniejsza to rozrzut w odległości spowodowany brakiem precyzji zapalników.

Teoretycznie, gdyby granaty na rozprysk strzelać torem stromym, tak by detonowały kilka-kilkanaście metrów nad ziemią, to uzyskano by bardzo dużą skuteczność odłamków we wszystkich kierunkach. Lecz zapalniki tamtych czasów nie miały odpowiedniej precyzji, którą osiągnięto dopiero niedawno za pomocą zapalników laserowych.

Skoro oba omawiane tu rodzaje amunicji w pełni skuteczne są tylko w ogniu płaskim, powstaje pytanie o praktyczny, czyli opłacalny zasięg ich użycia, w porównaniu ze zwykłymi granatami. Niestety, nie znalazłem takich danych, toteż przyjmuję roboczo założenie iż jest to ok. 50% potencjalnego pełnego zasięgu, liczonego dla kąta podniesienia lufy 45°. Wzajemne odległości, w jakich lokalizowano GW we Francji i w Czechach, moim zdaniem potwierdzają to założenie.


Z powyższego wyłania się obraz idealnej artyleryjskiej grupy warownej, wyposażonej w kombinację krótkolufowych armat w wieżach do obrony czołowej, oraz długolufowych armat w tradytorach i/lub również w wieżach, głównie do obrony międzypól. Ale na takiej Linii Maginota nie widać podobnej kombinacji. Dwa rodzaje (w kilku typach, nie licząc starych) zastosowanych tam armat 75 mm to broń o lufach raczej średniej długości. Czyli armaty LM nie były optymalne, ale za to były uniwersalne, mogąc strzelać, lepiej lub gorzej, każdym rodzajem amunicji. Co nie dziwi wobec faktu, że typowa tamtejsza GW miała 1-2 wieże armatnie i ewentualnie tradytor.
 

cywil - 2009-03-06, 23:52

 
Artyleria forteczna - taktyka


Skuteczna obrona przy użyciu broni palnej prawie od początku zakładała współdziałanie jej dwóch podstawowych rodzajów: broni strzeleckiej i artylerii. Żaden z nich oddzielnie nie był dość wszechstronny by samodzielnie wykonać to zadanie, co w rezultacie dało ich symbiozę, trwajacą do dziś. Dokładnie to samo było z obroną fortyfikacji.

W okresie międzywojennym forteczną bronią strzelecką były karabiny maszynowe. Umożliwiały one powstrzymanie szybkiego, szturmowego ataku piechoty, wykonywanego biegiem. Taki atak, gdyby nie został powstrzymany, szybko doprowadziłby przeciwnika pod ściany i na stropy obiektów, co często kończyło się ich pokonaniem.

Jednak km-y stawały się mało skuteczne wobec systematycznego ataku prowadzonego małymi grupami, metodą skoków od osłony do osłony, zwłaszcza w terenie zrytym pociskami. Tym bardziej nie mogły zmusić do odwrotu przeciwnika który co prawda zaległ, ale zaczął tam urządzać sobie bliską podstawę wyjściową do kolejnych szturmów, dających znacznie większą możliwość zaskoczenia.

Artyleria miała ograniczone możliwości powstrzymywania szybkich ataków. Stosowano co prawda ognie zaporowe, ale te były skuteczne przy odpowiednio dużej koncentracji. A ponieważ artyleria forteczna była, ze względu na koszty, nieliczna, dlatego mogła tą metodą powstrzymać atak tylko na wąskim odcinku.

Jeżeli jednak km-y uniemożliwiły atak biegiem, to pozostawało natarcie systematyczne, które było powolne. A mając więcej czasu, artyleria mogła, przenosząc ogień, kolejno eliminować poszczególne grupy przeciwników. Szczególnie przydawały się tu granaty na rozprysk, przed którymi nie zabezpieczały żadne leje, dołki i inne osłony, tak skuteczne wobec ognia km-ów.

Ale pozostawał jeszcze jeden problem. Każdy większy lej można było łatwo zamienić w schron przeciwodłamkowy, podkopując go od strony przeciwnika i wykonując tam niszę, zakrytą od góry. W ten sposób w jedną noc mogła powstać niebezpieczna, bliska podstawa wyjściowa, niewrażliwa na lecące z góry odłamki. Francuzi zaradzili temu stosując na LM działa 135 mm, strzelające zwykłymi granatami, tworzące razem z inną bronią wszechstronny system ogniowy.

Czy taki system był zarazem optymalny? Niekoniecznie. Widać to na przykładzie Czechów, których do wyboru haubic 100 mm, zamiast kombinacji 75 i 135 mm, niewątpliwie zainspirował górzysty teren. Ale okazało się przy tym, że można zmniejszyć ogólną ilość artylerii bez istotnej szkody dla skuteczności - jedno stanowisko 100 mm zastępuje dwa dotychczasowe, 75 i 135 mm, ponieważ ich zadania mogą być wykonywane po kolei. Stąd lepsza u Czechów relacja koszt-efekt.


Całe to dotychczasowe rozważanie przedstawia niejako możliwości samoobrony każdej GW z osobna. Tymczasem tworzyły one zwykle powiązany system. Największym zagęszczeniem było rozstawianie ich co 4-5 km, co odpowiada skutecznemu działaniu szrapneli i granatów na rozprysk. Tym samym każda GW była broniona również przez swoich sąsiadów, takim właśnie najbardziej skutecznym ogniem.

Jednak tak duże koncentracje były rzadkie, zwykły rozstaw GW to 8-10 km. W ten sposób międzypola pozostawały w zasięgu szrapneli - po połowie z każdej strony - ale nawzajem GW mogły się wspierać już tylko zwykłymi granatami. Tu zaś znowu ujawnia się przewaga czeskiego rozwiązania, ze względu na znacznie większą skuteczność granatów 100 mm niż 75 mm.

W pierwotnej francuskiej koncepcji międzypola były bronione przez oddziały ruchome, działające w oparciu o schrony bierne. Przy wsparciu ogniem artylerii z GW, mogły one wystarczająco skutecznie walczyć nawet z liczniejszym przeciwnikiem. Dlaczego więc potem we Francji, a w Czechach od razu, międzypola zabudowano linią tradytorów piechoty? Zdecydowała potrzeba obrony przed czołgami, którym szrapnele przecież nic nie mogły zrobić. Niemniej przyjęte rozwiązanie nie mogło się sprawdzić wobec ciężkich czołgów, które już niedługo miały wyznaczać warunki walki o fortyfikacje.

Jednak tradytory na międzypolach, oprócz armat ppanc, miały rzecz jasna i km-y. W jakiś sposób powstało z tego wrażenie, iż artyleria forteczna staje się mniej istotna i może być zastąpiona wsparciem wojsk polowych. Tak we Francji zbudowano tzw. Nowe Fronty, mające zwykle nie więcej niż małe, bezartyleryjskie GW. Ale co było warte założenie o takim wsparciu pokazało samo życie, czyli padające jak muchy pod niemieckimi atakami GW nowego typu.

W istocie zabudowa międzypól tradytorami, mimo wrażenia siły, nawet we współdziałaniu z artylerią daje obronę słabszą od poprzedniej, ruchomej. W obronie bowiem ognia zaporowego artylerii, jaka by ona nie była, starczy na setki metrów, a nie na kilometry międzypola. Ruchome oddziały mogą przystosować się do tego, kombinując na różnych odcinkach różne formy walki: atak, odwrót, albo twardą obronę. Bo międzypole nie jest dla nich sztywną linią, lecz strefą, w której mają swobodę działania. W przeciwieństwie do nich, sztywna linia tradytorów nie może uchylić się przed atakiem, a tymczasem artyleria zapewni wsparcie tylko niektórym. Przykładem takiej sytuacji był tragiczny los GW La Ferté, która wszak formalnie mogła liczyć na wsparcie armat jednej artyleryjskiej GW.


Pozostaje jeszcze problem tzw. baterii pancernych, czyli ciężkich dział w silnie umocnionych stanowiskach, rozmieszczonych w drugiej linii obrony. W międzywojniu ten temat kontynuowali tylko Niemcy, ale niczego nie ukończyli. Zadaniem tych dział był ogień na zaplecze przeciwnika, w tym zwłaszcza przeciwartyleryjski. W tej roli umocnione stanowiska dawały im dużą przewagę i możliwość bronienia obiektów pierwszej linii przed ogniem burzącym.

Jednak była to inwestycja wyjątkowo kosztowna - i czy w związku z tym opłacalna? Rozstrzyga to odpowiedź na pytanie, co było dla fortyfikacji większym zagrożeniem: ciężkie haubice, czy ciężkie czołgi? Bo jeżeli to drugie, to baterie pancerne, raczej niezdolne do zwalczania czołgów atakujących pierwszą linię, nie opłacały się.
 

grze$ - 2009-03-08, 08:15

Witaj. Miło byłby podać źródło do powyższych postów...
cywil - 2009-03-08, 20:52

 
grze$ napisał/a:
Witaj. Miło byłby podać źródło do powyższych postów...

Właściwości pocisków - przedwojenny podręcznik artylerii.
Wnioski taktyczne - sam sobie wyprowadzam.
 

cywil - 2009-03-31, 04:16

 
Ciąg dalszy taktyki


Powtórzone Bo jeżeli to drugie, to baterie pancerne, raczej niezdolne do zwalczania czołgów atakujących pierwszą linię, nie opłacały się Dodane ponieważ w ataku bezpośrednim czołgów rozstrzygnięcie - czyli w tym przypadku porażka - następuje o wiele szybciej niż w ogniu ciężkiej artylerii.

Gdyby jednak odpowiednia obrona ppanc była zapewniona, bądź też takie zagrożenie nie było jeszcze aktualne, to trzeba przyznać że tylko baterie pancerne mogły uczynić fortyfikację rzeczywiście samodzielną. W każdym innym przypadku wymagała ona wsparcia wojsk polowych, zwłaszcza ich ciężkiej i dalekonośnej artylerii.

Przykładowo, Linia Maginota dysponowała odpowiednikiem polowej artylerii bezpośredniego wsparcia - zwłaszcza tam gdzie faktycznie zainstalowano planowane haubice 135 mm, jako że sam kaliber 75 mm to za mało. Brakowało jej jednak odpowiednika artylerii ogólnego działania, przez co wymagała przydzielenia dywizji polowych. W praktyce, w 1940 r. stała się w ten sposób pułapką dla wielu francuskich dywizji, których zabrakło w miejscach decydujących.

Nie rozumiem w związku z tym dlaczego niektórzy uznają za sukces LM to, że Niemcy ją ominęli. Przecież gdyby jednak skusili się na atak, to Francuzi walczyliby w sposób do którego byli dobrze przygotowani i bardzo wątpię czy skończyłoby się to ich klęską. A tak, musieli walczyć tylko częścią swoich sił w sposób do którego przygotowani byli tylko Niemcy, z tragicznym rezultatem. Faktycznie takie "przekonanie" Niemców chyba nie było realne, bo mieli o LM dokładne dane, natomiast dla Francuzów lepszym wyborem byłoby zainwestowanie w baterie pancerne na Starej LM, zamiast i tak nieskutecznych Nowych Frontów, bo to by przynajmniej zwolniło wiele dywizji.
 

cywil - 2009-03-31, 07:01

 
Artyleria forteczna w akcji
GW Schoenenbourg


Wszystkie cytaty, na niebiesko, z Forteca nr 13 i 14

W zakresie artylerii GW Schoenenbourg wyposażona była przede wszystkim w dwie wieże armat 75 mm, w wersji o skróconych lufach. Do tego miała być wieża haubic 135 mm, jednak nie została wykonana.

Główne walki, do których doszło w dniach od 15 do 25 czerwca 1940 r. wiązały się z niemieckim natarciem na linię tradytorów na prawym skrzydle GW.

Trzy dni później (15 czerwca) nieoczekiwanie rozpoczął się atak 246 DP, w kierunku wysuniętych umocnień przed linią CORF pomiędzy Oberseebach, Aschbach i Trimbach. Wieże artyleryjskie włączyły się do akcji, posyłając salwę za salwą. Do walki włączyły się też schrony GW Hochwald. Mimo to Niemcy zajęli pozycje wysunięte. Kosztem wielkich ofiar w ciągu następnych dni niemiecka 246 DP przebijała się w kierunku linii tradytorów międzypola. Artylerzyści z GW Schoenenbourg swoim ogniem przygnietli niemieckich żołnierzy do ziemi, jednakże kosztem ogromnego zużycia amunicji. Konieczne stały się częste przerwy w prowadzeniu ognia.

Opis ten potwierdza ograniczone możliwości armat kalibru 75 mm, których granaty mogły powstrzymać natarcie, ale tylko na czas samego ostrzału, bo ich podmuch był za słaby aby zadać poważne straty żołnierzom kryjącym się przed odłamkami. Teoretycznie, dużo lepiej spisałyby się planowane haubice 135 mm, mogące więcej osiągnąć przy mniejszym zużyciu amunicji, ale... tam akurat nie wystarczyłoby im zasięgu. Tu widać, o ile lepszym rozwiązaniem była czeska jednolita artyleria 100 mm.

20 czerwca niemieccy żołnierze podeszli do linii fortyfikacji stałych, a dowództwo 246 DP postanowiło przełamać linię umocnień pomiędzy schronami bojowymi Bois de Hoffen i Oberrodern. (...) Szczególnie szkodliwy okazał się ogień prowadzony z armat plot 88 mm. W ciągu kilku chwil kopuły pancerne zostały kilkakrotnie bezpośrednio trafione. Załogi kopuł musiały opuścić swoje stanowiska i schronić się wewnątrz obiektów, przez co stracono wgląd na przedpole (...)

Rozpoczął się atak piechoty. Trzy grupy uderzeniowe, wyposażone w sprzęt saperski do niszczenia strzelnic, rozpoczęły natarcie. Ponieważ zauważono je z kazamat schronu, (...) ogień artyleryjski z GW Schoenenbourg i broni piechoty ze schronów przycisnął dwie północne grupy do ziemi. Grupa południowa jednak ciągle przybliżała się (...) Żołnierze nieprzyjaciela przecięli druty kolczaste z przeszkody otaczającej schron, przy czym kilku z nich dosięgnął ogień broni maszynowej (...) Kilku Niemcom udało się podejść bezpośrednio pod ściany schronu. Wspierający ogień z GW Schoenenbourg i sąsiednich obiektów zmusił jednak nieprzyjaciół, którzy ponieśli znaczne straty, do ustąpienia.


To był najbardziej dramatyczny moment walk. Wydaje się, że dwie grupy zatrzymał ogień dwóch wież GW, trzecia zaś, powstrzymywana tylko bronią piechoty, była już o włos od sukcesu. Niemcy po tych wszystkich wysiłkach i stratach na tym odcinku zrezygnowali, nie wiedząc jak blisko byli przełamania obrony. Bo tradytory międzypola ewidentnie nie były zdolne do skutecznej samoobrony i ich przetrwanie zależało od wsparcia artylerii. A ta dokonała nawet... zbyt wiele.

Podczas głównych walk, pomiędzy 14 a 25 czerwca GW wystrzeliła do nieprzyjaciela 12 766 granatów 75 mm (...) Dodatkowo, w okresie od rozpoczęcia wojny do 14 czerwca wystrzelono 3026 pocisków artyleryjskich.

A tymczasem...

Zapasy amunicji GW Schoenenbourg składały się z 16 000 pocisków kal. 75 mm (4000 na każdą lufę). Pociski były kilku typów: dwa rodzaje burzących, szrapnel, kartacz i przeciwpancerny.

W opisanych walkach, ze względu na odległość, sensownym było użycie tylko granatów - odłamkowych raczej, niż burzących. Można więc przypuszczać że wystrzelono całą, lub prawie całą tę amunicję, z czego zdecydowaną większość w ciągu 6 dni najbardziej intensywnych walk z 246 DP. Jak na deklarowaną miesięczną samowystarczalność francuskich GW, wygląda to bardzo, bardzo kiepsko...

Szturm na tradytor był stosunkowo krótki, zatem największy rozchód amunicji poszedł na walki o przedpole. Można więc to uznać za błąd taktyczny Francuzów, ale z drugiej strony, czy poniesione tam straty nie sprawiły, że ostateczny atak Niemców nie był już tak bardzo zdeterminowany? Wszak wystarczyłoby aby objął on naraz nie jeden lecz kilka schronów, a rezultat byłby prawdopodobnie całkiem inny. W każdym razie tu bardzo brakowało haubic 135 mm, na oko mających ten rejon w swym zasięgu, jako że użycie takich dział w Alpach, w bardzo podobnej sytuacji, miało skutek piorunujący, nie dając przeciwnikom żadnego poza ucieczką wyboru.
 


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group